Dziesięć bramek w finale. Adrian Bogucki nie dał się zatrzymać nikomu
Sześćdziesięciu PIĘCIU zawodników, Fascynujące meczE i finał, który zamiast spokojnie dojechać do mety, rozkręcił się do dziesięciu bramek. Turniej wygrał Adrian Bogucki — jedyny człowiek w całej stawce, który zszedł z boiska bez ani jednej porażki.
Grupy: wszystko było jasne. Prawie
Dwadzieścia jeden grup, w każdej trzech zawodników, w każdej trzy mecze. Teoretycznie formalność przed prawdziwym turniejem. Praktycznie — od pierwszej kolejki było widać, kto przyjechał się rozejrzeć, a kto po komplet punktów.
Hubert Drożdż z grupy 6 potraktował fazę grupową jak trening strzelecki i wyszedł z niej z bilansem 14:3. Sylwester Brzeziński i Adrian Bogucki wykręcili identyczne 11:1, każdy w swojej grupie, kompletnie o sobie nie wiedząc. Samuel Bazyliński przeszedł grupę bez straty bramki. Można było odnieść wrażenie, że połowa stawki umówiła się, żeby nikomu nie dać oddechu.
Największe zamieszanie zrobiła grupa 9. Patryk Pojda i Mateusz Ryś zremisowali między sobą 1:1, obaj rozbili trzeciego zawodnika 6:0 i skończyli z absolutnie identycznym dorobkiem — te same punkty, ten sam bilans, te same bramki. Regulamin musiał zrobić to, czego nie zrobiło boisko. Obaj i tak awansowali, więc sprawiedliwości stało się zadość, choć dopiero na papierze.
Pierwsza runda pucharu, czyli koniec pewnych planów
Faza pucharowa nie pieściła się z nikim. W 1/16 wyleciało dwóch zawodników z kompletem punktów w grupie i bilansem, który wróżył co najmniej półfinał.
Marcel Lachowicz przegrał 1:2 z Wiktorem Hessem. Adrian Wróbel — sześć punktów, bilans 7:1 — odpadł 2:4 z Wojciechem Świerkotem, który do drabinki wszedł z drugiego miejsca i to jeszcze po rozstrzygnięciu remisu przy tabeli. Turniej pucharowy w pigułce: wszystko, co zdobyłeś w grupie, zostawiasz w szatni.
Najkrócej tego dnia bawił się Adam Jasiński, który po komplecie punktów w grupie trafił na Łukasza Rozmusa i przegrał 0:5. Z kolei Mariusz Mirek pokonał Dawida Modzelewskiego 9:1 — to najwyższe zwycięstwo całej fazy pucharowej i wynik, przy którym sędzia mógł rozważyć skrócenie meczu z powodów humanitarnych.
Ćwierćfinały: koniec równych meczów
Im dalej, tym ciaśniej. Bogucki wygrał z Sylwestrem Brzezińskim 3:2, Mirek pokonał Kamila Porębę 2:1, a Jacek Wierzbicki wyrwał Łukaszowi Rozmusowi zwycięstwo 4:3. Trzy mecze rozstrzygnięte jedną bramką w jednej rundzie. Czwarty — Bazyliński 4:1 z Mateuszem Garbaczem — był jedynym, przy którym dało się na chwilę usiąść.
Półfinały i finał
Bogucki rozprawił się z Mirkiem 2:0 — pierwszy mecz w całym turnieju, w którym Mirek nie strzelił gola. W drugim półfinale Wierzbicki znów zrobił swoje na styku, wygrywając 4:3 z Bazylińskim.
I tak doszliśmy do finału, który miał być szachami, a okazał się strzelaniną. Wierzbicki cztery bramki. Bogucki sześć. 6:4 i po turnieju.
Bilans mistrza mówi wszystko: siedem meczów, siedem bez porażki, 31 strzelonych bramek i 7 straconych. Wierzbicki, wicemistrz, przegrał w całym turnieju dokładnie jeden mecz — ten ostatni. Trudno o gorszy moment.
Mecz o trzecie miejsce
Samuel Bazyliński — Mariusz Mirek: 1:4
Liczby, które warto zapamiętać
– 95 meczów rozegranych łącznie: 63 w grupach, 32 w fazie pucharowej
– 142 bramki w samej fazie pucharowej, średnio 4,58 na mecz
– 31:7 — bilans bramkowy mistrza w całym turnieju
– 9:1 — najwyższe zwycięstwo pucharu (Mirek – Modzelewski)
– 10 bramek w finale, najwięcej w jednym meczu fazy medalowej
Trzech z czterech półfinalistów wygrało swoje grupy z kompletem punktów. Czwarty też miał komplet. Żaden zawodnik, który awansował z drugiego miejsca, nie zaszedł dalej niż 1/8. Można powiedzieć, że tabele grupowe jednak coś znaczyły — poza tymi dwoma przypadkami, w których nie znaczyły zupełnie nic.
Gratulacje dla wszystkich sześćdziesięciu trzech uczestników. Do zobaczenia przy następnej edycji.
#FC26 #Pszczyna #EsportPolska #TurniejeEsportowe



